środa, 3 sierpnia 2016

środa, 12 listopada 2014

Od Libertas'a C.D Roug'a.

- Błyskotliwy jesteś. - odparłem, wyłaniając się zza krzaków.
Porządnej budowy, muskularne ciało basiora było zaledwie o parę centymetrów niższe od mojego. Potężne zbudowane łopatki i wielkie, szerokie przednie łapy nadawały mu wygląd prawdziwego wojownika. Czarna sierść na głowie tworzyła wokół oczu swoistą maskę, a białe uszy i jasna kropka na czole wsprawiały, iż przypominał prawdziwego wilka Yin-Yang. Na długości żeber pokrytych ciemnym włosiem rozciągał się znak rozpoznawczy samca: czerwony, zataczający spiralę okrąg z otaczającymi go kropkami. Nie miałem pojęcia jaką funkcję posiadał owy wzór. Czerwony blask bijący od krwawych ślepii nieznajomego wyglądał niezywkle znajomo. Nawet spojrzenia miał podobne do Red'a.
- Co mi się tak przyglądasz? Zakochałeś się? - prychnął z ironicznym uśmiechem.
- Zabawny jesteś. - westchnąłem. - Gdyby tak było to chyba wolałbym już bardziej wskoczyć do wulkanu.- odparłem bez emocji.
- Nie bądź jak baba. - szturchnął mnie w ramię. - Masz jakieś imię?
- Oh, czy to możliwe, że z ust kogoś takiego jak ty wydobyły się słowa inne niż obraza?
- Przestań kłapać bez sensu, bo zaraz się rozmyślę. Mów, pókim dobry i chętny do rozmowy.
- Libertas. A "pan"? - ostatnie słowo wymówiłem z ironią.
- Nie zdradzam swego imienia byle komu. - zaśmiał się z zadowoleniem i odrwócił łeb w innym kierunku.
- Cóż... będę musiał obejść się bez tej niebędnej jak dla mnie wiedzy. - powiedziałem zirytowany.
Już miałem odejść, ale ten zatrzymał mnie pytaniem:
 - Już uciekasz? A dokąd? - zapytał, podchodząc bliżej.
- Jak najdalej od ciebie. - rzuciłem szybko nawet na niego nie spoglądając.
Słysząc jak idzie za mną przewróciłem oczami, a następnie westchnąłem cicho. Demoniczny basior niespodziewanie zagrodził mi drogę. - No dobra, niech ci będzie. Jestem Rouge i szukam Red'a. Wiem, że jesteś z nim w watasze. Chcę, abyś mnie do niego zaprowadził.
- Dlaczego miałbym wypełniać zachcianki jakiegoś...
- Zrób co mówię! Moja cierpliwość szybko się kończy! Szukam swojego brata już przez przeklęty rok!
- To bardzo wzruszające. Może bym ci pomógł gdybyś nie zachowywał się jak skończony debil.
Rouge nabrał powietrza w płuca i po chwili bezgłośnie wypuścił. Najwyraźniej nie był przyzwyczajony, że ktoś stawia mu opór. Wiedziałem, że aż cały gotuje ze złości - do tego właśnie dążyłem. Denerwował się tak samo szybko jak Red, co do tego nie miałem wątpliwości i w jakiś niewytłumaczalny sposób bawiła mnie owa sytuacja.
- Dobra, zróbmy tak: ty zaprowadzisz mnie do brata, a ja nie odezwę się ani słowem przez całą drogę. Pasuje?
Pokiwałem łbem z aprobatą.

<Red?>

Od Sary "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 - cz. 9


Duch wyciągnął sztylet, uniósł dłoń i... Ręka zawisła w powietrzu. Patrzył się na mnie wzrokiem pełnym złości, lecz po chwili wściekłość przerodziła się w przerażenie. 
- Ładnie to tak? Żywić się cudzym cierpieniem? - powstałam i spojrzałam na zjawę.
- C-co to ma być? - wyjąkał.
- A taka sobie sztuczka - uśmiechnęłam się szyderczo i skinęłam głową. Ręka demona wraz ze sztyletem przysunęła się do gardła. 
- Prz-przestań - załkał.
- Tartar zaczyna mnie już trochę irytować, tak samo jak i ty, ale nie zabiję cię, gdyż nie mam powodu - powiedziałam oschle głosem pełnym ignorancji na cudze uczucia.
- Dziękuję - upadł na kolana.
- Tchórz - mruknęłam. Męczennik tylko spojrzał na mnie ze strachem w oczach i zniknął w cieniu. Ostatnimi słowami jakie usłyszałam były ciche szepty, z których dawało się wyłapać słowo "noroi", co oznacza po japońsku klątwa.
- Noroi, ładnie - moje kąciki ust uniosły się nieznacznie do góry, aby po chwili zapaść w długowieczną powagę, a długowieczną w moim przypadku oznacza aż znudzi mi się postawa "buraka".


C.D.N

Od Hazuki "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 - cz. 8

Sawyer'owi nic się nie stało, choć był wyraźnie w szoku po całym zajściu i nie raczył się do nikogo odezwać tylko szedł ze spuszczoną głową za całą grupą... "całą" to za dużo powiedziane Sara gdzieś znikneła podobnie jak Afuro, Red'a zgubiliśmy razem z tym nowym, trochę przerażającym wilkiem Rouge'm.
- Po prostu świetnie - szepnełam pod nosem.
Mój wyostrzony słuch na nic się zdał w poszukiwaniu malucha, bo jedyne dźwięki jakie można było usłyszeć to głośne lamenty albo szatańska cisza.
Szliśmy przed siebie mijając wielki głaz z zastygniętej lawy, o którego najwyraźniej jakiś demon zaostrzył pazury i wtedy coś usłyszałam... śmiech Red'a... nie jakiś inny może jego brata, nie wiem.
- Zostańcie tu! - krzyknęłam do grupki i pobiegłam w stronę z jakiej dobiegały odgłosy.

***

Wróciliśmy pod głaz ja, Red i Rouge. Libertas na widok Red'a wykrzywił się i próbując odwrócić wzrok natknął się na Rouga, którego ,o dziwo, przywitał obojętnie. "Może nie pozabijają się w najbliższym czasie", pomyślałam. Usiadłam koło głazu, było mi niesamowicie duszno i myślałam, że zaraz zemdleję, reszta trzymała się całkiem dobrze, nawet Sawyer wyszedł już z szoku, choć nadal wolal trzymać się na uboczu.
- Zatrzymamy się tu i odpoczniemy, jak wszyscy się porządnie wyśpią pójdziemy dalej. Libertas weź Vicki i spróbujcie znaleźć coś do jedzenia, ja pójdę na obchód, ty i Rouge - wskazałam na dwa czerwonookie wilki - zostańcie tu.
Zaczeło kręcić mi się w głowie, to zły znak, odwróciłam się więc szybko, by nikt nie zauwarzył mojego fatalnego stanu i pobiegłam przed siebię.

***

Po jakimś czasie gorący wiatr złagodził zawroty, gdy wrócilam do prowizorycznego obozu, wszyscy już jedli.

C.D.N

Od Libertas'a "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 - cz. 7

Nawet nie wiem kiedy Red, Sara, Afuro i Sawyer zaginęli bez śladu. Czyżbym wyłączył myślenie przez te dwie godziny? Towarzystwa dotrzymywały mi już jedynie Hazuki oraz Victoria, a także nowy członek Silent Darkness, Lethal. Wiedziałem, że nie toleruje innych osobników płci męskiej, dlatego trzymałem się od niego z daleka na tyle, ile tylko pozwalała mi na to szerokość skały po której maszerowaliśmy.
- Hazuki? Co się działo przez cały ten czas? - zapytałem ostrożnie.
- Ciii.. - uciszyła mnie wadera. - Chyba coś słyszę.
Stanęła w miejscu niczym kamienny posąg. Gwałtownie zakmnęła ślepia i zaczęła uważnie nasłuchiwać. Po chwili je otworzyła, zaczynając biec przed siebie najszybciej jak tylko potrafiła.
- Hazuki! Czekaj! - krzyczała Vicky, ale ta nie zwracała na nic uwagi.
Czym prędzej wybiegła na wielkie wzniesienie góry i ujrzała Sawyer'a dryfującego na kamiennej krze w morzu pełnym płynnej magmy. Była tak zszokowana, że na moment nawet przestała oddychać. Wpatrywała się bezradnie na wielkiego basiora, probującego pochwycić jelenią czaszkę. Podejmowane próby na nic się zdawały, centymetry dzieliły go od wpadnięcia do gorącej cieczy. Nie widział nas, hałas bulgoczącej lawy zagłuszał wszystko wokół.
- Ventus! Leć tam i mu pomóż! - wrzasnąłem, przywołując swego towarzysza.
Wielki jastrząb natychmiast się pojawił. Wskazałem łapą na basiora, do którego miał polecieć.
- Strasznie tutaj gorąco. Nie mogłeś sam tego zrobić? - burknął pod dziobem, lecz wykonał ową prośbę.


C.D.N

Od Red'a - "W poszukiwaniu reniferów" cz. 6

Libertas - jak ja go nie lubię, no dobra cholernie nienawidzę. No, od razu lepiej. Po tym jak obeszliśmy Cerbera, ktoś ujrzał Ifryta trzymającego poroże jelenia.
- No to cudownie - Odparł Sawyer
- Wiesz, coś Ci powiem, Saweyr. Po pierwsze jelenie, renifery gubią poroża. A po drugie to nie Ifryt. - Odparłem podchodząc do czerwonego demona, który tak naprawdę był wilkiem. - To jest Rouge.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a inni po prostu osłupieli. Tak Rouge, mój brat, o którym połowa ludności zapomniała. Mnie obdarowano zmianą w człowieka, a jego w demona.
- Red, jak ja Cię dawno nie widziałem - Odparł wilk - Widzę, że to dla nich odszedłeś. - Kpiąco odparł brat - Widzę, że znasz już wilka powietrza, ziemi, nawet ktoś z ognia! Zaszalałeś! No i woda. Jak ja dawno nikogo takiego nie widziałem.
O, teraz to już nie tylko ja poznałem się na kpinie mego rodzonego brata, ale i na jego wyższości. Po chwili Hazuki zabrała głos:
- Red, znasz go? - Spytała, z dziwną nutą w głosie.
- A i owszem, to jest mój brat, Rouge. - Odparłem - Niestety...
- Szukacie przypadkiem, może, renifera? Bo rzadko tutaj bytują. - Zaśmiał się szyderczo. - Ale mniejsza, ot co. Jeśli mój brat się do was przyłączył, to mnie chyba też pozwolicie. Hmm?
Wilki nie wydawały się zbytnio zadowolone z tego pomysłu, ale przynajmniej obeszliśmy kilka demonów pod pretekstem iż jesteśmy tzw. niewolnikami.
Gdy brat zmienił się w demona, podałem mu spojrzenie z ukosa.
- A i jeszcze jedna uwaga, nie ufajcie oczom, jeśli nie jesteście wilkami ognia, źle się to może dla was skończyć.
Miałem wrażenie, że połowa zgromadzonych jest na niego totalnie ***, że wciąż się wymądrza.

C.D.N

Od Rouge'a

Zimny szron pokrywaj dół moich łap, a z każdym krokiem pozostawiałem ślady. Idealne i równe, że nawet szczeniak wiedziałby, że ktoś tędy szedł. W sumie mogłem ich nie pozostawiać, ale co mi tam. Tak czy siak ktoś się na mnie natknie, a tracenie niezbędnej energii i siły, to był głupi pomysł.
Chłodny wiatr z północy targał moją sierść, a mokre łapy, które były owiewane zimowym chłodem, praktycznie zamarzały.
Po chwili usłyszałem chrzęst łamanej gałęzi, nadstawiłem uszu. Zapewne zwiadowca, bądź tropiciel mnie wyczuł. Stanąłem i przekręciłem głowę w stronę dźwięku.
- Wyjdź. Nie śledź mnie - Odparłem szorstkim i metalicznym głosem.
- Nie śledzę, ale obserwuję - Odrzekł, wysoki szaro-niebieski wilk. - Kogoś mi po prostu przypominasz.
- Ciekaw jestem kogo - Zaśmiałem się - Może mojego brata, Red'a, co?

< Libestas'ie? >

NOWY WILK!

Do watahy dołączył nowy wilk Rouge!


Od Deien

Przed sobą widzę dwa martwe wilki - to moi rodzice. Leżą na białym śniegowym puchu, a z ich ran wylewa się krew zabarwiając śnieg na czerwono, powoli wnika w głąb.
-Zabiłaś ich...
- Kim jesteś ?
Przed mną stał czarny potwór jego oczy i skrzydła jarzyły się czerwienią krwi.
- Ty mnie widzisz ?
- No a JAK myślisz ? - Wywracam oczami. - Jestem Deien.
- Lu.
- Inni Ciebie nie widzą ? - pytam z zaciekawieniem siadając na ziemie.
Lu kiwa sprzecznie głową.
- Tylko ty. Od jakiegoś czasu obserwo...
- Śledziłaś - unika mojego wzroku - Jak wyrwałaś mnie z transu ?
- Co ?
- Wyrwałaś mnie z transu ? Jak ?! - Zaczynam chodzić - Gdy wpadam w trans zabijam nieświadomie, a ty tak po prostu to przerwałaś ?
- No ... Najwyraźniej...
Powoli szliśmy przed siebie po białym skrzypiącym puchu, Lu leciała gadałyśmy, o przeszłości, o wszystkim. Umówiłyśmy się, że Lu, będzie pomagać mi, a ja Lu. Lu potrzebuje energii do życia którą ja potrafię ją przekazać.
-Hej, z kim gadasz ? - Jakiś wilk przekrzywiając głowę, patrzył w stronę Lu, ale jej nie widział.
<Ktoś ?>

NOWY WILK!

Do watahy dołączyła nowa wilczyca Clarisa!


Od Victorii C.D Red'a

Właśnie miałam upolować królika. Zaczaiłam się w krzakach i już byłam gotowa do skoku, gdy stanęłam na gałąź.
- Jakiego ja dziś mam pecha. - Powiedziałam sama do siebie.
Chciałam zrobić drugie podejście ponieważ królik nie odbiegł zbyt daleko. Miałam do niego podejść, ale z daleka zauważyłam kuśtykającego Red'a. Chyba mnie zauważył, a w sumie tylko mój ogon. Zdenerwowany podszedł do mnie. Wyglądał jakby był czymś zaniepokojony. Jego łapa nie wyglądała najlepiej.
- Nie, to tylko ja. - Odpowiedziałam na jego pytanie.
- Myślałem, że to Hazuki. - Powiedział jakby własnie przed nią uciekał.
- Coś się stało ? - Spytałam przymrużając oczy.
- Nie, nic. Nieważne. - Powiedział i własnie miał odejść, gdy zaproponowałam:
- Może opatrzę Ci łapę ?
- Nie dzięki. - Powiedział podenerwowany.
- Jesteś pewien ? To zajmie tylko chwilkę. - Próbowałam go przekonać, żeby został.
W końcu po dłuższym namyśle przesunął łapę w moim kierunku. Uśmiechnęłam się do niego. Po krótkiej chwili z moich oczu pokapały łzy prosto na ranę na łapie Red'a. Rana zaczęła znikać.

< Red ? >

wtorek, 11 listopada 2014

Od Afuro "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 - oddzielnie cz.2

Gdy się obudziłem, dookoła było czarno. Nie miałem pojcia gdzie jestem.
"Za często daję się tak wyrobić" - skarciłem się w myślach.
Cisza trwała wiecznie. Szybko się zorientowałem, że jestem w czymś zamknięty. To była chyba zabudowana klatka. Ściany były gorące. Temperatura ciągle rosła.
Klatka zaczęła się rozpadać. Przez małą dziurkę zaczęła wpływać lawa. 
"Jeśli zaraz się stąd nie wydostanę, skończe marnie..." - pomyślałem i wytworzyłem ognistą kulę dookoła mnie. 
Żar byjący od ognia rozwalił klatkę. Zorientowałem się, że gdy teraz przestanę się bronić, już po mnie. Było strasznie gorąco... Łapy mi drętwiały od podtrzymywania ognia tworzący moją tarczę. Nacisk lawy na jej ściany rósł z każdą chwilą. Musiałem działać szybko, inaczej wataha straciła by jednego członka... Nie mogłem na to pozwolić. Byłem im dłużny...
Nie mogłem czekać, by powietrze w kuli się nagrzało na tyle, żeby udało mi się stanąć na normalnym gruncie. Wytworzyłem podmuch ognia, który momentalnie wystrzelił mnie do góry. W ostatnim momencie ognista kopuła pękła. 
Uderzyłem w jakąś skałę. Gdy zdążyłem ochłonąć, zacząłem się rozglądać za pozostałymi z watahy. Nikogo nie zauważyłem. 
Rozmyślenia przerwał mi przeraźliwy ryk. Po chwili ogromny potwór wynurzył się z lawy i rrzucił się na mnie. Jego gorące pazury wbiły mi się w prawą tylnią nogę. Ból promieniował w stronę serca. Strzeliłem w niego ognistą kulą. Ta trafiła go prosto w... twarz? Pysk?
W każdym bądź razie,puścił mnie. Zdążyłem zeskoczyć ze skały. O mały włos nie wpadłem do lawy. Zacząłem biec w kierunku ogromnej góry, która przypominała zamek. 
Miałem wrażenie, że z każdą chwilą rana się rozdziera....
Zauważyłem czaskę dryfującą na kawałku skały w lawie. Chiałem, żeby to nie był nikt z watahy.
Nagle moim oczom ukazał się mały raniferek, skulony pod ogromną wiszącą skałą...
C.D.N

Od Sary "W poszukiwaniu reniferów" cz. 5


Cała grupa podążyła dalej, niestety nie zauważyła, że się odłączyłam. Dziękuję!!! 
Chociaż... W sumie... To nawet lepiej, teraz mogę w spokoju zabić takiego znajomego z piekła...


***


- Zabiję cię! - wrzeszczałam i biegłam za demonem o szarych włosach.
- Najpierw musisz mnie złapać - śmiał się. Przyspieszyłam. 
- Co tak wolno? - chichotał - Myślałem, że jesteś szybsza!
W końcu nie wytrzymałam i moje futro zaczęło się elektryzować. Wiązki prądu stawały się coraz dłuższe. 
- Szlag - burknął pod nosem demon. 
- Coś mówiłeś? - posłałam mu szyderczy uśmiech i przygotowałam elektryczne łańcuchy do rzutu.
- Jak mówiłem... Złap mnie! - krzyknął i wbiegł do... labiryntu!!! A ja głupia popędziłam za nim... Mogę dziękować swojej zuchwałości oraz lekkomyślności. No i oczywiście, jak to w labiryntach bywa, zgubiłam się... 
- Znajdziesz mnie? No chodź, nie bój się, Saro - słyszałam głosy mego "znajomego", które odbijały się jak echo i biegły dalej.
- Jeszcze cię dorwę! - wrzasnęłam, po czym upadłam na żwir w geście "poddaję się". 
- Gdybym jeszcze mogła wrócić - po moim policzku spłynęła mała łza. 
- Płacz? Ktoś płacze? - usłyszałam straszny, ochrypły głos, niczym z horroru.
- Wreszcie, wreszcie, wreszcie, wreszcie... - przyłączył się kolejny.
- Ach, dawno nie było tu smutku. Moi drodzy, czas na obiad - powiedział trzeci i z cienia wyłoniła się straszna zjawa.


C.D.N

poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Sawyer'a "W poszukiwaniu reniferów" cz.4

Szedłem spokojnie patrząc co chwile na moich towarzyszy.Libertas rozmawiał, a raczej kłócił się z Red'em, Hazuki chciała jak najszybciej wrócić, Sara wyglądała jakby nie zorientowała się że jesteśmy w piekle,a zachowanie reszty nawet mnie nie obchodziło.Co chwilę koło nas przebiegały cienie, świdrując nasze dusze swoimi czerwonymi jak ogień ślepiami.Czas dłużył się niemiłosiernie, a że obraz piekła jest tak monotonny jak ciągłe oglądanie tego samego stada jeleni, zacząłem się nudzić.Nagle wpadłem na pomysł, skoro ciągle koło nas przebiegają cienie, a ja mam zdolność wcielenia się w cienie, to mogę wcielić się i w te.Czekałem chwilę, a gdy tylko jakiś przebiegł po kamieniach, skoncentrowałem się i już byłem właśnie nim.Cień przybrał mój kontur, a jego oczy zaświeciły na niebiesko.Teraz mogłem biegać bezkarnie po każdym zakątku piekła.Lecz moja radość nie trwała zbyt długo, bowiem kiedy tylko pobiegłem dalej zauważyłem...Cerbera.Wróciłem do watahy i już jako ja powiadomiłem wszystkich.
-Tam jest Cerber- powiedziałem, aby każdy to usłyszał.-Za tym zakrętem.
Cała grupa spojrzała na mnie, jakbym był wariatem.
-Ta...A ja nazywam się Afrodyta- odparł Afuro.
Wszyscy (oprócz mnie, oczywiście) zaczęli się śmiać, a ja szedłem koło nich, jak ten cep.Jednak ich śmiechy ucichły kiedy na naszej drodze faktycznie nie stanął Cerber.
-Cofam to co powiedziałem- mruknął zaskoczony Afuro.
Wszyscy staliśmy przed śpiącym strażnikiem piekieł.
-Skoro on jest tutaj, to niedaleko nasz cel- szepnęła Hazuki, by nie zbudzić trójgłowego psa.
Każdy miał co innego w myślach, ja tam chciałem jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego olbrzyma.W końcu postanowiliśmy, że po prostu przejdziemy koło niego jak najciszej.Mimo chwil niepewności udało się i wszyscy szczęśliwi poszliśmy dalej.Podczas dalszej wędrówki zauważyłem, że cienie, które towarzyszyły nam do tej pory zniknęły oraz, że robi się coraz cieplej.
-Klima im siadła-zaśmiałem się cicho.
Kiedy jednak upał stał się dla mnie nie do wytrzymania, zacząłem zostawiać ogniste ślady, dzięki czemu moja temperatura ciała spadała.Po spotkaniu z Cerberem, nikt nawet nie odezwał się słówkiem, aż nie zobaczyliśmy ifryta trzymającego w łapach poroże renifera...

C.D.N

Od Libertas'a "W poszukiwaniu reniferów" cz.3

Mimo niewyobrażalnego gorąca skóra wciąż jeżyła mi się na plecach. Wilki powietrza zawsze trzymały się z dala od ognia, a tym bardziej płynnej magmy. Zabójcza ciecz wytapiała kolejne skały, by ostatecznie przetopić je na wylot i zamienić w strużki trujących oparów. 
- Patrzcie tam! - rzekł niespodziewanie Red, wskazując łbem na kolejny, tajemniczy cień czający się niedopodal.
Pluły ogniem wściekłe, piekielne czarty. Nie wiadomo czym były: Dziećmi samego Lucyfera? Nasieniem Demonów? Czy może czymś jeszcze bardziej odrażającym? Afuro oraz Red nie mieli się czego obawiać - płomienie nie wyrządziłyby im żadnej szkody. Co innego pozostali, wliczając w to mnie. Wobec tego niszczycielskiego żywiołu byliśmy bezsilni, a czytanie w myślach czy doskonały słuch na nic by się nie zdały gdyby doszło do poważnego oparzenia. Maszerowaliśmy dalej, a w zasięgu wzroku znajdowały się tylko rozgrzane do czerwoności głazy. Cieni pojawiało się coraz więcej, a także o wiele częściej niż przedtem. 
- Nie bój się, Vicky. - zażartowałem. - Jeżeli jakiś potwór będzie chciał cię zjeść, obiecuję, że go odpędzę.
- Daruj sobie, Libertas. Nie mam już 6 miesięcy. - odparła nerwowym tonem.
Śmieszyło mnie, kiedy była zła. Jej głos stawał się wtedy o dwa tony wyższy, a przez wyjątkowo młody wiek brzmiało to wprost genialnie. Inaczej nie potrafiłem rozładować napiętej atmosfery. Wszyscy szli z dziwnym wyrazem pyska, jakby na obiad trafił im się bardzo stary jeleń. 
- Przestań się śmiać jak idiota, bo kiedy naprawdę przyjdą demony, rzucę cię im w cholerę na pożarcie. - warknął Przywódca Zabójców.
On nigdy nie miał nastroju, o dobrym humorze nie wspominając. Czasami miałem taki okres, że dokuczałem agresorom ze swego otoczenia i naprawdę potrafiłem być bardzo denerwujący. Jednakże sam tego nie zauważałem, a drażnienie wilków takich jak Red sprawiało mi dużo radości. Zacząłem tykać go w ramię, a widząc, że ten szybko traci cierpliwość, zdwoiłem je.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz, a połamię ci wszystkie kości i spalę na popiół. - krzyknął, ale tym razem wkroczyła Hazuki.
- Jeżeli się zaraz nie uspokoicie to możecie wracać do jaskini, a z poszukiwań jelenia nici. czy to jasne?!
- Tak... - mruknęliśmy oboje bez zbędnego marudzenia.
Kontynuowaliśmy wspólną przygodę. Różniły nas skrajnie podzielności charakterów, ale nasza grupa zgrywała się ze sobą niczym w najlepszym zegarku. Wskazówki ustawione idealnie na kierunek: jak najdalej w głąb piekła. Tak więc krok w krok, brat z bratem dążyliśmy uparcie do wciąż nieznanego nam celu.

C.D.N

Od Red'a C.D Hazuyki

- Nie musisz wiedzieć - Odparłem i skupiłem się na swoim zajęciu, wywołaniu u kogoś koszmarów.
Wadera, opatrywała moją łapę, jednak nie skupiała się na tym bardziej, niż nad próbą wejścia do mojego umysłu. Cóż za chwilę jej się to uda, więc muszę zaprzestać myśleć o t-y-m.
- O jakim "t-y-m"? - Odparła wadera przechwytując moją ostatnią myśl.
- Pomyśl nad t-y-m - Rzekłem i z uśmiechem łobuza, przeciąłem bandaż pazurem.
Odbiegłem kuśtykając.
* * *
- To znowu Ty, Hazuki? - Odparłem patrząc na ogon wystawiający spod krzewu róży. 

< Ktoś? <: >

Od Red'a - "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 - Odzielnie

Potężna złota brama, stała zamknięta. Wykuty w lawie ogromny, złoty zamek, zwisał z wrót.
- No i jak tam mamy wejść? - Spytałem Lorcan'a, wiewiórka zeskoczyła z moich pleców i podeszła do zamka.
- Może.. Nie, musimy znaleźć klucz, bądź jakimś sposobem przejść ponad murem. 
- Albo przez mur - Zaśmiałem się i począłem poszukiwania dziury w murze.
- Ale Ty wiesz, że to praktycznie niemożliwe?
Puściłem tę uwagę mimo uszu.
- Pochodzisz z pobliskiej Pustyni Czarnych Drzew. Powinieneś wiedzieć jak tu wejść - Powiedziałem, i zobaczywszy skrawek pęknięcia użyłem pazura do wycięcia większego otworu. - Teraz ty.
Lorcan spojrzał na mnie kpiąco i używając rogu jeszcze bardziej powiększając otwór.
- Panie przodem. - Odparło stworzenie, pokazując gest zapraszający.
- Lecisz Lorcano! - Popchnąłem stworzenie przed siebie. - Niech ciebie pierwszĄ zabije smok.
- Dajże spokój.
- Niech ci będzie..Lorcano. - Zaśmiałem się.

C.D.N

Zmiany!

Po modernizacji zostały wprowadzone pewne zmiany, proszę wszystkich członków watahy o zapoznanie się z tym postem!

- Ponieważ inicjatywa z grupami się nie sprawdziła, dlatego zamiast pracować w grupach, każdy będzie pracował na siebie. Na oddzielnej stronie powstanie ranking najlepszych wilków (poziom w rankingu zależy od ilości punktów).

- Każdy wilk będzie miał swoją oddzielną stronę, ponadto dojdą jeszcze 2 rubryki do wypełnienia:
imię towarzysza:
zdjęcie towarzysza:

Każdy kto niepodeśle ich do dnia 17 listopada, zostanie wyrzucony z watahy.

---

Proszę wszystkich by w miarę możliwości próbowali promować watahę i zapraszać nowych członków.
Hazuki

NOWY CZŁONEK!

Do watahy dołączyła Deien!


Od Victorii "W poszukiwaniu reniferów" Event 2014 cz.2

Szliśmy już jakiś dłuższy czas, jakby czas nam się zaczął dłużyć. Wokół nas unosił się zapach stęchlizny, a za nami szły jakieś dziwne istoty. Poczuliśmy się dziwnie, ale szliśmy dalej. Po jakimś czasie zauważyliśmy, że z jednej drogi zrobiły się nagle trzy. Nie wiedzieliśmy gdzie iść.
- Idźmy tą najmniej niebezpieczną drogą. - Zaproponowałam.
- A która to twoim zdaniem jest ? - Spytała zdziwiona i oczekująca jakiejś odpowiedzi Hazuki.
- Emm... Na przykład ta na której nie ma tylu cierni i krzewów. - Popatrzyłam się na nią.
W tym samym czasie, gdy własnie miałam odwrócić głowę na drodze po której właśnie mieliśmy iść ukazał się jakiś kruczo-czarny wilk. Byłam zaskoczona bo po mimo jego rozmiarów znajdował się on w piekle. Nagle wilk popatrzył się na nas swoimi wściekle czerwonymi oczami. Poczułam jak moje ciśnienie zaczyna się podnosić. Był w drodze do nas, jedną łapą zaczął sięgać mojej łapy, lecz po jakimś czasie rozpłynął się...

C.D.N