piątek, 17 października 2014

Od Libertas'a C.D. Victorii

- Jaką ucieczkę? Nie chcę uciekać! Potrzebuję pomocy Afuro i Hazuki!
Dziwiłem się, że mimo swojego słuchu nietoperza, alfa nie zdołała usłyszeć przeraźliwych krzyków.
- Nie wrzeszcz tak, bo zaraz nas złapią i nikogo nie uratujesz.
- Masz rację, przepraszam. - zrobiłem wdech i wydech, zupełnie jak w szkole rodzenia.
- Zdoła im uciec, ale nie będzie w najlepszym stanie. - rzekła wadera, wciąż będąc zamyślonym.
Dobrze, że Hazuki zdążyła mnie poinformować o jej umiejętności przewidywania przyszłości, bo teraz byłbym jeszcze bardziej przerażony niż obecnie. Zanim Victoria otworzyła oczy, zdążyłem już wykonać mnóstwo kółek naokoło jej osoby, gorączkowo próbując wymyślić jakieś rozwiązanie. Nie chciałem by Sara zginęła tylko dlatego, że moje ciało jest zbyt marne do walki. Smukła sylwetka, długi ogon oraz wiecznie wyciągnięte pazury czyniły ze mnie idealnego Łowcę, ale w żadnym wypadku wojownika. Przeklnąłem ponownie sam siebie i zrezygnowany usiadłem na ziemi, spuszczając bezsilnie łeb. Moja nastoletnia towarzyszka (bo dorosłą jej nazwać nie mogłem) podeszła do mnie i położyła mi łapę na ramieniu.
- Hej, nie smuć się. Hazuki z pewnością odnajdzie jakieś rozwiązanie.
- Gdybym tylko wiedział, gdzie może być...
Wilczyca zamyśliła się na chwilę, a potem wstała jak poparzona.
- Wodospad Cheri! Wspominała mi, że lubi przesiadywać w tymże miejscu.
- Dziewczyno, jesteś genialna! - o mało nie posiadałem się z radości, uściskałem Victorię mocno.
- Tylko jak my się tam dostaniemy? To zupełnie po drugiej stronie terenów watahy.
- Zostaw to mnie. Mam nadzieję, że nie boisz się wysokości.
Złapałem ją za brzuch i uniosłem się ponad ziemię. Oszołomiona wadera pisnęła niczym szczeniak, a ja z trudem opanowałem się właśnie od parsknięcia śmiechem.
Ruszyłem w wyznaczonym kierunku, a Vicky wciąż przekazywała mi niezbędne informacje o stanie Sary.

<Hazuki?>

czwartek, 16 października 2014

Od Victorii C.D Libertas'a

Pomrugałam chwilę powiekami ponieważ grudki ziemi po upadku na ziemię dostały mi się do oczu. W pewniej chwili popatrzyłam przed siebie i ujrzałam przed sobą szarego basiora, część jego futra pokrywały jasno niebieskie kropki. Patrząc na niego usłyszałam trzaski gałęzi, byłam trochę zdezorientowana tą całą sytuacją.
- Proszę pomóż mi! Ludzie...! Sara... Afuro... - Powiedział przerażony, że chyba sam nie wiedział co mówi.
- Ale w czym dokładnie mam Ci pomóc ? - Spytałam dysząc jakbym co najmniej przebiegła ze sto mil.
- No... Yyyy.. - Zaczął się zastanawiać nad tym co powiedzieć i od czego zacząć.
 Wpatrywałam się w niego coraz bardziej, gdy usłyszałam sapanie.
- Cicho.. - Powiedziałam i zamknęłam oczy - Zaraz stąd pójdą i będziemy mieć szansę na ucieczkę.

< Libertas ? >

Od Libertas'a C.D. Victorii

Docierając do Jaskini Heiwa byłem pewien, że zastanę Hazuki bądź Anuriti'ego, ale zasmuciłem się nieco, kiedy nie spostrzegłem tam żadnego z towarzyszy. Lekko zawiedziony zamoczyłem łapy w lazurowej wodzie. Teren jaki zdołałem dzisiaj pokonać był niezwykle rozległy, poduszeczki łap płonęły żywym ogniem. Warknąłem z bólu, ale i złości, że zwykłe bieganie zdołało mnie tak zmęczyć. Łyknąłem trochę świeżej wody, pijąc niezwykle łapczywie. Zeszłej nocy nie spałem zbyt dobrze. Nadmiar emocji nie pozwolił mi dostatecznie wypocząć co teraz zbierało swe żniwa. Od alfy dowiedziałem się także, że do gromady dołączył ktoś jeszcze, a ja bardzo chciałem ją poznać. Przekraczając sklepienie jaskini znów ujrzałem piękne, błękitne niebo pozbawione chmur. Krzyki i wycie niosły się z moim żywiołem: wiatrem. Jeden z nich brzmiał niezwykle znajomo, a inne niczym wycie czartów z najgłębszych otchłani piekieł. Postanowiłem udać się do miejsca z którego pochodziły. Po chwili zorientowałem się, że niepokojące dźwięki dochodzą z miejsca, gdzie rozstałem się z Sarą. Przeszył mnie strach, a wyobraźnia zaczęła tworzyć przerażające scenariusze. Docierając do celu, ledwie wynurzyłem nos zza pagórka, a moje serce zaczęło walić jak młotem. Medyk w opałach! Nawet w ludzkiej postaci czy w jakiejkolwiek innej rozpoznałbym jej głos. Niestety, moje moce nie były wystarczająco silne aby powalić tak masywnych facetów. No dobra, przyznam szczerze, że byłem stworzony do biegu oraz tropienia, a nie walki! Potrzebowałem Przywódcy wojowników - teraz tylko Afuro mógł mi tutaj pomóc, a ja musiałem go odnaleźć jak najszybciej. Już nawet nie patrzyłem gdzie biegnę, po prostu pędziłem przed siebie, omotany przerażeniem. Pech chciał, że zderzyłem się z tajemniczym obiektem i runąłem jak długi na ziemię.
- Szlag! - przeklnąłem pod nosem, a potem uniosłem łeb.
Naprzeciwko mnie leżała młoda wilczyca o kremowym futrze z białą częścią pokrywającą brzuch oraz pysk. Sama była z lekka zdezorientowana uderzeniem.
- Proszę pomóż mi! Ludzie...! Sara... Afuro... - byłem tak przerażony, że sam nie wiedziałem co mówię.

<Victoria?>

Od Hazuki C.D Afuro

- Czemu? Nie wiem, jest taki od kiedy pamiętam. To dziwaczny las - uśmiechnełam się.
Leżeliśmy przez chwilę, rzeka szumiała, a las cichł przed nocą.
- Chyba musimy się już zbierać zaraz się ściemni i wychłodzi. 
- Chyba tak, choć nie wiem jak ja się podniosę na tych obolałych łapach.
- Dziś to dopiero początek przez jutrzejsze zakwasy nie ruszysz się z legowiska.
Zaczełam cicho chichotać, wstałam i spróbowałam się utrzymać na moich zdrętwiałych kończynach.
"Ja chyba też, jutro odpuszczę sobie spacery", pomyślałam.

<Afuro?>

Od Victorii

Był piękny poranek, słońce świeciło, a za mną było słychać tylko śpiew ptaków. Trawa pokryta była rosą, wstałam z niej i ruszyłam polną drogą w stronę lasu. Podziwiałam tą piękną złotą jesień ponieważ w głębi serca czułam, że dziś wydarzy się coś niezwykłego. Cieszyłam się dziś ze wszystkiego, lecz za każdym razem, gdy usłyszałam najdrobniejszy szelest nagle moje emocje gasły i nie można było po mnie poznać co w danej chwili czułam.
Koło mnie przebiegło stado jeleni, ale ja nie byłam głodna. O dziwo miałam ochotę się tylko im przyglądać, nagle usłyszałam trzask gałęzi. Odwróciłam się gwałtownie w tamtym kierunku i w oddali ujrzałam smukłe sylwetki, były to wilki. Zakradłam się trochę bliżej i zaczęłam je obserwować. Na moje nieszczęście za mną jelenie w biegu łamały gałęzie co zwróciło uwagę wilków. Cofnęłam się trochę, ale wpadłam na wilka. Leżąc na plecach przyglądałam mu się.

< Ktokolwiek ? >

Od Afuro C.D Hazuki

- Hm... - zastanowiłem się chwilę - To bardzo trudne pytanie... Korzenie Chinmoku i las Kondo mnie chyba najbardziej zainteresowały. Ale tu też jest ładnie - pociągnąłem wzrokiem po drzewach - wogóle wszędzie jest przepięknie - uśmiechnąłem się
Przez chwilę nic nie mówiliśmy, słuchając szumu wody.
- O co chodzi z lasem Aka? - zapytałem w końcu, pamiętając nurtujące mnie pytanie - Czemu jest... taki jaki jest?

 <Hazuki>

Od Sary

Ruszyłam w kierunku swojej jaskini. Po drodze zebrałam resztę składników na "syrop". a konkretnie na eliksir zdrowia. Chyba nietrudno się domyślić jakimi właściwościami cechuje się takowa mikstura. Sama nazwa mówi, że po wypiciu jej wszelkie rany, choroby znikną. Ciężko jest ją zrobić i ciężko jest zdobyć odpowiednie zioła, ale dzięki Libertas'owi zdobyłam ostatni składnik.
Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam nucić piosenkę.

***

Na mojej drodze stanęło dwóch mężczyzn z paralizatorami i pistoletami w rękach.
Zrzuciłam torbę, po czym przybrałam ludzką postać.
Długie, szkarłatne włosy otoczyły moją szczupłą, bladą twarz o krwistoczerwonych oczach. Na szyi ukazał się tatuaż, który przedstawiał smoka. Sierść przeobraziła się w czarną sukienkę typu lolita, a w dłoni zmaterializowała się ogromna, amarantowo-czarna kosa.
- Odejdźcie, a nic wam nie zrobię - powiedziałam spokojnie.
- Umieraj! Bestio! - krzyknął jeden z mężczyzn i rzucił we mnie łańcuchami, które zacisnęły się na mojej szyi.
Po chwili na całej "smyczy" zaczęły tańczyć ładunki elektryczne, które dotarły do dłoni mężczyzny. Puścił łańcuch, a ja szybkim ruchem chwyciłam za kosę i spowodowałam głęboką ranę na brzuchu napastnika.
- Potwór! Bestia! - człowiek zaczął się przeobrażać w... demona!
- Nie jesteście ludźmi, ale szata... - nie zdążyłam dokończyć zdania, albowiem drugi demon przysunął do mojego gardła katanę z czaszką na rękojeści.

<Ktoś uratuje?>

środa, 15 października 2014

Od Hazuki C.D Afuro

- Świetnie pozwiedzam z tobą - zaproponowałam uśmiechnięta.
***
Zwiedziliśmy cały teren tak, że pod koniec dnia nogi same się pod nami uginały, Anuriti odłączył się od nas po drodze, więc zwiedzaliśmy już tylko we dwoje. Całą naszą wędrówkę zakończyliśmy przy wodospadach Cheri, ponieważ to było moje ulubione miejsce. Padłam zmęczona na trawie, nogi miałam z waty i byłam strasznie zmęczona. Afuro nawet specjalnie na mnie nie patrzył tylko rzucił się na ziemię jak kłoda i leżał.
- No to poznałeś już całe tereny watahy. Podobało się? 
Afuro podniósł lekko głowę i wydyszał.
- Nie wiedziałem, że teren jest tak rozległy.
Zaśmiałam się, a on znowu ułożył głowę na ziemi.
- To moje ulubione miejsce, wiesz? Jest tu spokojnie, a drzewka wiśni tak pięknie kwitną. Przychodzę tutaj zawszę: jak chcę odpocząć, pomyśleć, poprostu zawsze. A tobie jakie miejsce się najbardziej podoba?

<Afuro?>

Od Libertas'a

- Postaram się, ale jestem prawie pewien, że tak. - uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła gest.
Powąchałem czarny kwiat, a później ruszyłem w szalonym pościgu za swoją "zdobyczą" ze świeżym zapachem w pamięci. Od razu skierowałem się pod magiczny Wodospad Ai, w którym miałem nadzieję odnaleźć poszukiwaną różę. Mieniąca się wszystkimi odcieniami różu, nieskazitelna woda opadała z hukiem na ogromne skały. Szum strumienia płunącego tuż obok delikatnie koił moje myśli i pozwolił oderwać myśli od dawno nękających mnie wspomnień. Poczułem dziwne mrowienie przy skroniach, jakby ktoś próbował wedrzeć mi się do głowy. Odrwacając się z prędkością błyskawicy, kątem oka dostrzegłem wilka o kremowym futrze. Tajemniczy towarzysz czym prędzej schował się za skałami.
- Kto tam jest? - krzyknąłem, ale nie otrzymałem odpowiedzi.
Pomyślałem, że pewnie mam jakieś przywidzenia, albo to był zwyczajny jeleń. Byłem jednak zbyt pochłonięty poszukiwaniami, aby myśleć teraz o jedzeniu. Kontynuowałem swoją małą misję, ale niczego nie znalazłem, pomimo, że okolica pełna była najróżniejszych gatunków rośli oraz kwiatów. Następny na mojej liście okazał się być Las Czasu - piękne miejsce, owiane nutką tajemnicy, wzbudzające respekt. Lekkie powiewy wiatru pieściły moje ciało, uwielbiałem zatracać się w specyficznej melodii tego miejsca. Zamknąłem na chwilę oczy, biorąc głęboki oddech. Wtem wśród drzew, przy korzeniach jednego z drzew dostrzegłem małą roślinkę, czarną jak noc. Białe paski przecinały pokolei wszystkie płatki róży. Moja radość była nieopisana, bardzo się cieszyłem, że pomogę Sarze w zbiorach. Ostrożnie oderwałem kwiat, który słynąc z wyjątkowo ostrych i licznych kolców, poranił moje wargi. Ale nie przejąłem się, tylko czym prędzej udałem się w drogę powrotną, wykonując długie susy. Kiedy Główny Medyk mnie zobaczył, był bardzo zadowolony.
- Świetnie się spisałeś! Dziękuje, Libertas! - rzekła uradowana, a ja oddałem jej znalezisko.
- Drobiazg. Jeżeli będziesz jeszcze czegoś potrzebowała - zawyj, a natychmiast się zjawię.
Pomachałem waderze ogonem na pożegnanie, a później nie chcąc przeszkadzać Sarze w przygotowywaniu wywaru z ziół, ruszyłem w stronę pozostałych członków watahy.

<ktoś?>

NOWY CZŁONEK!

Do watahy dołączyła Victoria!